10 marca 2012 o godz. 12.58 Dariusz Morsztyn "Biegnący Wilk" wystartował jako pierwszy Polak w wyścigu Finnmarksl?pet w Alcie w północnej Norwegii w wyścigu na 1000 kilometrów. Chodzi o jeden z najtrudniejszych i najbardziej wymagających wyścigów psich zaprzęgów na świecie, który w dodatku odbywa się najbliżej bieguna Północnego. Wprawdzie Dariusz Morsztyn już dwukrotnie uczestniczył w Finnmarksl?pet, ale do tej pory ścigał się na dystansie 500 kilometrów. Oprócz maszera zespół tworzą jeszcze trzy osoby oraz 14 psów. Patronem medialnym polskiej ekipy na Finnmarksl?pet jest Magazyn Skandynawski "Zew Północy".
Pierwszym etapem było przejechanie z pasażerem z Alty do Sorrisnivy, a stamtąd w głąb tundry. Teraz pozostał tylko on, psy i trasa wiodąca przez mroźną, niegościnną krainę, gdzie królują wiatr, śnieg i lód. Drzewa, które tu występują, to głównie brzozy mające po kilkadziesiąt lat i niecałe dwa metry wysokości.
Gdy maszer zmagał się z trasą, reszta ekipy dotarła samochodem do checkpointu w Skoganvarre. "Biegnący Wilk" dojechał o godz. 21.46. To jednak nie koniec dnia - trzeba zająć się psami. Maszer oporządza, karmi, przykrywa zwierzaki kocami. Dopiero kiedy czworonożni towarzysze zasypiają sam idzie odpocząć. Załoga dostała polecenie, aby obudzić go koło 2.00 nad ranem, żeby mógł przygotować się przed dalszą drogą.
2.00 - już na nogach, szybki posiłek, podpięcie psów i czas ruszać w dalszą drogę. Ze Skoganvarre "Biegnący Wilk" wyruszył 11 marca 2012 o 2.38. Jazda nocą, po głębokim śniegu, przez prawie 60 kilometrów po muldach, do Levajoka. Po drodze spotkał maszerów, którzy wyruszyli już w dalszą drogę do miejscowości Tana. Przed wjazdem do Levajoka spotkał lidera wyścigu - Haralda Tunheima. W czasie spotkania doszło do lekkiego splątania się psów, lecz po chwili wszystko wróciło do normy, jeszcze uścisk dłoni z Tunheimem i dalej, przed siebie.
Do Levajoka "Biegnący Wilk" dojeżdża o 9.12. Pora na odpoczynek przed następnym etapem, który ma być bardzo trudny, lecz na sen zostało jedynie półtorej godziny. Skały wystające na leśnych ścieżkach, trasa między drzewami - to będzie jeden z najtrudniejszych odcinków. Natomiast w czasie drogi ekipa z samochodu spotyka dzikie stado reniferów złożone z dziewięciu zwierząt. Fotografowie chcąc "upolować" kilka fotek próbują podejść bliżej. Jednak płoche renifery szybko orientują się w sytuacji i uciekają. Po dotarciu do kolejnego checkpointu okazało się, że "Biegnący Wilk" dotarł wcześniej, niż jego zmotoryzowana ekipa. Tym razem to on musiał czekać?
Tekst i zdjęcia: Anna Bagińska, członek zespołu "Biegnącego Wilka"
|