Długa i ciepła jesień, i stosunkowo lekkie pierwsze miesiące zimy pozwoliły Finom już prawie uwierzyć w ocieplenie klimatu, gdy tymczasem, wraz z nadejściem lutego przyszły do Finlandii bodaj najniższe w ostatnich latach temperatury. W Helsinkach przez ponad tydzień nocami temperatura spadała do -28 C. Zaledwie kilkaset kilometrów na północ, na przykład w Savonlinna, nawet za dnia zdarzało się -18 C. Na dalekiej północy, w Laponii, termometry wskazywały poniżej -30 C. Bezchmurne niebo i silny mróz to idealna pogoda na zorzę polarną...
Nie przypadkiem ferie zimowe w Finlandii przypadają mniej więcej na połowę lutego. W różnych regionach kraju różnie, ale zawsze w lutym, bo to miesiąc przesilenia i największych mrozów. Nie przypominam sobie, żeby kiedykolwiek było w Finlandii inaczej. U nas też mawiało się niegdyś "Idzie luty, podkuj buty...". Na szczęście już wczoraj wyraźnie się ociepliło. W Helsinkach było zaledwie -7C. Można przestać zauważać, że jest zima.
Najprzyjemniej na Północy jest w marcu i kwietniu. Dzień jest już wtedy długi, temperatury bardziej przyjazne człowiekowi, a śnieg nadal biały i puszysty. W kwietniu i często jeszcze na początku maja bywają dni, kiedy można na nartach jeździć w podkoszulku. Ale teraz nadal króluje mróz, zamki śniegowe i wszechobecne w Finlandii o tej porze roku rzeźby lodowe.
Tekst: Anna Kulicka-Soisalon-Soininen (Helsinki)
Na zdjęciu: rzeźba lodowa na zamku Olavinlinna w miejscowości Savonlinna (fot. Anna Kulicka-Soisalon-Soininen)
|