10 marca W Alcie w norweskim Finnmarku rozpocznie się kolejna edycja jednego z trzech najtrudniejszych, najdłuższych i najbardziej prestiżowych wyścigów psich zaprzęgów na świecie - Finnmarksl?pet. Pozostałe dwa - Iditarod i Yukon Quest - odbywają się na Alasce, ale to Finnmarksl?pet jest wyścigiem rozgrywanym najdalej na północ. Maszerzy i ich zaprzęgi staną do rywalizacji na dwóch dystansach: 500 kilometrów i 1000 kilometrów. W tegorocznej edycji w wyścigu na 1000 kilometrów po raz pierwszy w historii weźmie udział Polak - Dariusz Morsztyn Biegnący Wilk wraz z towarzyszącym, trzyosobowym zespołem oraz czternastką psów. Biegnący Wilk był także pierwszym polskim maszerem na Finnmarks?pet, uczestnicząc w roku 2009 w wyścigu na 500 kilometrów.
Finmarkls?pet jest organizowany od 1981 roku. Biorą w udział głównie Norwegowie - elita sportu psich zaprze?gów. Od kilku lat w wyścigu startują nieliczni obcokrajowcy, w dużej częs?ci na stałe mieszkający w Skandynawii. Finnmarksl?pet jest największym wydarzeniem sportowym północnej Norwegii. Regularnie otwiera je przedstawiciel rządu lub rodziny królewskiej. Wyścig przygotowuje około 800 wolontariuszy i tylko jedna osoba na etacie! Jest to więc fenomen organizacyjny, rozgrywany w dodatku na obszarze wielkości Polski! Trasa biegnie przez teren lapońskiej tundry, europejski biegun zimna (Karasjok). To dziewiczy obszar zamieszkały głównie przez Saamów. Na starcie stawia się średnio ponad 100 zawodników, z których 2/3 dociera do mety. Ukończenie tego wyścigu jest wielką nobilitacją w świecie maszerskim i podróżniczym.
Patronem medialnym wyprawy Dariusza Morsztyna Biegnącego Wilka na Finnmarksl?pet już po raz kolejny jest Magazyn Skandynawski "Zew Północy".
----------------------------------------------------------
A oto przesłana relacja, obejmujące ostatnie wydarzenia. 2 marca zespół Biegnącego Wilka wyruszył z Polski, przeprawiając się promem Polferries przez Bałtyk.
Sztokholm, 3 marca 2012
Miasto królów. Pierwszym przystankiem na naszej północnej trasie jest Sztokholm. Jadąc przez to miasto nie sposób się tam nie zatrzymać choćby na chwilę. Czasu na zwiedzanie mamy niewiele, ale godzinny spacer po przepięknej starówce zawsze robi niezwykłe wrażenie. Krótka wizyta na dziedzińcu królewskiego zamku, spacer po labiryncie klimatycznych uliczek i odwiedziny w kilku sklepach z antykami - oto nasz program. Wśród licznych starych pamiątek znajdujemy kilka wspaniałych eksponatów związanych z kulturą Saamów do Muzeum Eskimoskiego w Republice Ściborskiej. Cena jest na razie dla nas nie osiągalna - może w drodze powrotnej muzeum zyska jakiś nowy eksponat.
Finlandia, 4 marca 2012
Koło podbiegunowe i 1000 kilometrów przez las. Praktycznie od Sztokholmu jedziemy przez las. Non stop za oknami auta widać aż po horyzont olbrzymie połacie leśne. Dominuje głównie sosna i świerk. Mimo małych rozmiarów mają one po wiele lat - rosną na ubogim, skalistym podłożu. Po dwóch dniach i ośmiu godzinach od wyjazdu z Republiki Ściborskiej osiągamy pierwszy poważny, północny etap - koło podbiegunowe. Wygląda trochę mniej okazale, niż słynne koło Rovaniemi -wioski Św. Mikołaja, ale to ta sama szerokość geograficzna. Ciekawie wygląda porównanie tej szerokości geograficznej z innymi miejscami w świecie. Jesteśmy na tej samym szerokości co południowa Grenlandia czy północnej Alaska. Przed nami jeszcze około 700 kilometrów na północ... Gdy dojedziemy do Alty będziemy powyżej 70 stopnia szerokości geograficznej północnej. Czyli : powyżej Murmańska, Inuvika na Alasce lub Panaku na Syberii. Takie porównanie robi wrażenie...
Norwegia, Finnmark, 4 marca 2012
Dwie granice i zorza polarna. Pokonujemy dwie kolejne granice szwedzko-fińską i fińsko-norweską. Mimo późnej godziny mamy małą kontrolę na norweskiej granicy. To już wielka rzadkość w Skandynawii. Norweski pogranicznik ogląda nasze nieskończone ilości jedzenia i przeróżnych rzeczy. Od razu domyśla się, że jedziemy na Finnmarksl?pet. Kontrola kończy się bardzo serdecznymi życzeniami. O tej porze roku to właśnie Finnmarksl?pet elektryzuje i zupełnie dominuje nad spokojnym życiem mieszkańców Finnmarku, a do tej najzimniejszej europejskiej krainy ściągają maszerzy ze wszystkich stron. Wyjeżdżamy z rejonu tajgi i wjeżdżamy w tundrę. Od tej chwili towarzyszą nam tylko coraz bardziej karłowate brzozy omszone, majestatyczne skały, zamarznięte wodospady i witająca nas zorza polarna. Od paruset kilometrów jedziemy już tylko lodową drogą. Zwyczajowo w Norwegii zimą nie posypuje się niczym dróg. Są one non stop oblodzone, co wymaga od kierowców mocnych nerwów, panowania nad autem i ... dobrych opon. My wprawdzie nie jedziemy na standardowo używanych tu oponach z kolcami, ale mamy dobrego kierowcę. Darek (przyp. Dariusz Szajdek - odpowiadający za transport na wyprawie) zna już drogę dosłownie na pamięć - jest to już jego trzecia wyprawa z Biegnącym Wilkiem. Około 20 kilometrów przed Altą rozpoczyna się bardzo trudny zjazd serpentynami w dół wąwozu. Słuchamy opowieści Darka o jego pierwszej przygodzie z tym odcinkiem drogi. Włosy mu wtedy stały "pionowo". Teraz już takich emocji na szczęście nie ma. Przed północą po 2 dniach i 16 godzinach lądujemy na kempingu w pobliżu miejscowości Alta. Jesteśmy na miejscu.
Alta, Finnmark, 5 marca 2012
Pierwszy trening. Śpimy dosłownie "jak zabici". Poprzednie 2 noce spędziliśmy w aucie. Temperatura w środku auta w nocy spadała znacznie poniżej zera, brak miejsca i niewygodna pozycja zrobiły swoje. Nasz zaprzęg jest bardzo młody. Przyzwyczajony do jazdy drogami leśnymi. Tutaj panują zupełnie inne warunki i ogromne przestrzenie. Jak nauczyć w kilka dni psy do biegania tylko po wąskich ścieżkach ubitych przez skutery? Pierwszy trening nie był bułką z masłem. Kilka wywrotek, kręcenie piruetów na lodzie i... obawa przed wjechaniem w nie zamarznięty fragment rzeki Altaelva. Dopiero po kilkunastu kilometrach i przeżyciu paru ekstremalnych sytuacji liderki zaprzęgu - Liina i Asajuk - zaczęły rozumieć, o co chodzi w jeździe po zamarzniętej rzece. Na treningu spotyka nas miła niespodzianka - mijamy się z dwoma zaprzęgami Rogera Dahla. Ten legendarny norweski maszer (m.in. zwycięzca zeszłorocznej edycji wyścigu) po raz pierwszy od 26 lat nie będzie startował w wyścigu, a jedynie pełnił rolę handlera (pomocnik maszera) dla swojej wolontariuszki, która pracuje z jego psami. Mieszkamy na kempingu. To tradycyjny sposób biwakowania zimowego w Norwegii. Zajmujemy w cztery osoby małą kabinę campingową za jedynie 280 złotych za dobę? Ceny norweskie w żaden sposób nie pasują do polskich. W naszym kraju za taką cenę moglibyśmy spać w kilkugwiazdkowym hotelu, a tu starcza taka kwota jedynie na małą "kajutkę" na campingu. Bez wody ale za to ciepłej. Mimo zimy, sporo osób mieszka w przyczepach kempingowych i w karawanach. To taka lokalna tradycja. Obok nas domek zajął najsławniejszy maszer w Europie - dwukrotny zwycięzca Iditarod (1800-kilometrowy wyścig na Alasce) - Robert Sorli.
Alta Stand Camping, Finnmark, 5 marca 2012, godz. 23:00
W trakcie pisania tego tekstu pada alarm: na niebie pojawiła się niezwykła zorza polarna! Nasi fotograficy (przyp. Agnieszka i Piotr Bagińscy) biegają z aparatami fotograficznymi w ręku, próbując utrwalić jak najwięcej z tego wyjątkowego zjawiska. Dzisiejsza zorza ma ciekawe barwy. Oprócz zieleni pojawiły się też czerwienie i pomarańcze, a nawet kolor niebieski. Koło samochodu stoją nowe sanie, którymi Biegnący Wilk będzie jechał w wyścigu. Przymiarki do ich kupna czynił już od kilku lat. Są aktualnie w Norwegii, wśród tutejszych długodystansowych maszerów, uznawane za najlepsze. Właśnie na nich wygrywali Finnmarksl?pet maszerzy w ciągu ostatnich kilku edycji wyścigu. Sanie były transportowane "tirem" z Trondheim. Ich wytwórca, także maszer, niestety wycofał się z tegorocznego wyścigu i musieliśmy wspólnie znaleźć sposób na przetransportowanie kilkumetrowych sań. Było z tym sporo emocji. Szczególnie, gdy sprzedawca sań stracił kontakt z przewoźnikiem... Sanie są doskonałe, mają sprawny system skrętny, są lekkie. Mają tylko jedną wadę - kosztują tyle, co całkiem niezły samochód.
Tekst i zdjęcia: Agnieszka Bagińska (zespół Biegnącego Wilka)
Na fotografiach kolejno: samochód wyprawowy na tle zorzy polarnej, psy z polskiego zaprzęgu, pierwszy trening Biegnącego Wilka.
Więcej: www.biegnacy-wilk.pl
|