Z norweskiej Alty nadeszła dobra wiadomość: Dariusz Morsztyn Biegnący Wilk jako pierwszy Polak ukończył jeden z najtrudniejszych wyścigów psich zaprzęgów świata - Finnmarksl?pet 500. 10 marca o godzinie 10.05, po 2 dniach, 22 godzinach i 37 minutach drogi, po pokonaniu 500 km wraz z 8 psami zaprzęgu przekroczył linię mety w centrum Alty. Zajął 36 miejsce wśród 48 zespołów. Jest to pierwszy udany start polskiego maszera w długodystansowym, bezetapowym wyścigu psich zaprzęgów. Nadal trwa rywalizacja na dłuższej, liczącej 1000 km trasie Finnmarksl?pet.
Na metę wjechała też polska flaga. Mimo zmęczenia (tylko ostatniej nocy pokonał odległość ponad 130 kilometrów w górzystym, tundrowym terenie w ciągłym wietrze i śniegu) zaprzęg przyjechał w doskonałej kondycji i w komplecie! - Razem zaczęliśmy i razem skończyliśmy ten wyścig, jesteśmy zespołem - powiedział Dariusz Morsztyn. Był to jeden z dwóch zaprzęgów w tegorocznym wyścigu, złożony z tradycyjnych psów zaprzęgowych (głównie siberian huski). Większość maszerów ściga się wyłącznie na specjalnie do tego przygotowanych mieszankach ras - alaskan husky. Osiągnięty rewelacyjny czas zaskoczył nawet Biegnącego Wilka, który zakładał, że przejazd w pięć dni będzie dużym sukcesem. Na samej trasie psy Wilka tylko nieznacznie ustępowały psom norweskich maszerów.
Zaprzęg osiągał doskonałe czasy średnie przebiegu. Oficjalne czasy przejazdu (nie uwzględniające postojów między punktami kontrolnymi) wykazują prędkości od 12 do 15 km/h. W rzeczywistości psy biegły ze średnimi prędkościami około 14-15 km/h, co jest rewelacyjnym wynikiem. Dariusz Morsztyn debiutując w wyścigu robił wszystko, aby ograniczyć prędkość zaprzęgu i organizował duże czasy postoju - wszak nie po wynik przyjechał na Finnmarksl?pet. Po przejeździe non stop pierwszego dnia (średnia prędkość około 15 km/h) w następnych dniach stosował 30-60 minutowe przerwy co 30-40 kilometrów. Przedłużyło to czas przejazdu, ale także spowodowało, że nie był on taki morderczy i do końca sprawiał przyjemność i chęć do pracy dla psów.
Doskonale sprawdził się wcześniejszy trening. Mimo, że od września przejechał tylko około 2200 km (większość maszerów 3-4 tysiące) i był to trening oparty na naturalnych metodach, dał doskonały rezultat. Ułatwieniem jest to, że Dariusz Morsztyn jest z wykształcenia nauczycielem wf-u i sam uprawia biegi długodystansowe, a poza tym jest wieloletnim praktykiem w dziedzinie zdrowego stylu życia i odżywiania. Na samej trasie Biegnący Wilk znajdował czas na robienie zdjęć i podziwianie niezwykłej, dzikiej przyrody, czym wprawiał w osłupienie mijających go maszerów.
Największymi problemami na trasie było ryzyko zabłądzenia (m.in. powód nie ukończenia wyścigu w zeszłym roku) i zbyt duże tempo psów. Tylko trzy razy Biegnący Wilk miał wątpliwości związane z przebiegiem trasy - na szczęście podejmując właściwe decyzje. Na szlaku wystąpiły wielokrotnie trudności związane ze specyfiką tutejszej przyrody, takie jak arktyczny silny wiatr, opady śniegu, zawieje śnieżne. Czasami trwały przez całą drogę. Temperatury odczuwalne wysoko w górach, na płaskowyżach, spadały znacznie. Na szczęście, zarówno maszer, jak i jego psy są do tego przyzwyczajeni.
Szczegółowe analizy przejazdu zawodnika znajdują się na stronie wyścigu: www.finnmarkslopet.no. Wciąż trwa wyścig na dystansie 1000 kilometrów. Na razie liderem jest Roger Dahl - maszer, któremu Biegnący Wilk zawdzięcza start w wyścigu. Dlatego szczególnie trzymamy kciuki za tego zawodnika.
Biegnący Wilk zrealizował kilka założeń wyprawy: udowodnił, że zwykłe psy (poza jednym wyjątkiem cały zaprzęg to "zwykłe", tradycyjne siberian huski i dwie krzyżówki z alaskan malamute - były to najcięższe psy spośród wszystkich startujących) wytrenowane zupełnie naturalnymi i niewyczynowymi metodami, bez wspomagania farmakologicznego (jedynie na miesiąc przed startem psom do karmy podawano dodatki witaminowe firmy BioFactor, która opiekuje się wszystkimi zwierzętami w Republice Ściborskiej) i absolutnie bez jakichkolwiek środków dopingowych mogą osiągać wyniki porównywalne z psami poddawanymi wyczynowemu treningowi. Był to jedyny zaprzęg spośród startujących, który w ogóle nie biegł w butach (specjalne zabezpieczenie stóp psów mających delikatniejsze stopy), co świadczy o tym, że psy mają doskonałe i naturalnie mocne stopy.
Po dziennym odpoczynku psy wykazują już dużą energię i chęć do dalszej pracy - ten fenomen zadziwia. Dariusz Morsztyn non stop na trasie wspomagał pracę swoich psów. Przez jedynie 10% trasy w ogóle im nie pomagał (głównie na początku pierwszego odcinka, gdzie psy miały nadmiar energii). Albo odpychał się kijkiem do nart (na odcinku około 300 kilometrów) na płaskich odcinkach, albo pomagając sobie kijkiem i nogą na małych podbiegach, albo podbiegając na większych wzniesieniach. Szczególnie ta ostatnia forma wspomagania zwierząt powodowała duże zmęczenie (łącznie na trasie było około 30 km podbiegów). Biegnie się bowiem w bardzo ciężkich, obszernych strojach. Dlatego, solidarnie tak jak jego psy, sam maszer jest po biegu obolały, z nadwyrężonymi mięśniami...
Szersza relacja z Finnmarksl?pet znajdzie się w numerze drugim magazynu PCIT TRAMP "Zew Północy", który jest jednym z patronów medialnych polskiej reprezentacji.
Strona wyprawy i Biegnącego Wilka: www.biegnacy-wilk.pl
|