Wprawdzie Islandia boryka się z kryzysem, niedawno upadł rząd, rośnie stopa bezrobocia, a pod parlamentem od kilkunastu tygodni w każdą sobotę zbiera się tłum niezadowolonych obywateli, ale turystyka kwitnie. A wszystko za sprawą spadku wartości korony islandzkiej, zwłaszcza w stosunku do euro i dolara. Od jesieni kraj przeżywa najazd turystów, wśród których - co zabrzmi nieprawdopodobnie - wielu przyjeżdża tu na zakupy (do niedawna Islandia uchodziła za jeden z najdroższych krajów świata).
Ale nadal pierwszoplanową rolę odgrywają słynne islandzkie atrakcje. Jak podała stołeczna organizacja turystyczna Visit Reykjavik, tutejsze biuro informacji turystycznej, od którego wielu gości zaczyna pobyt na Islandii, zanotowało jesienią wzrost ruchu o 30% w porównaniu z rokiem 2007. Rekordowy był grudzień, gdy informację turystyczną Reykjaviku odwiedziło 43% więcej turystów, niż w tym samym okresie w roku poprzednim.
Dużym wzięciem cieszyły się wypady do takich atrakcji jak Błękitna Laguna, wodospad Gullfoss i oczywiście słynne gejzery. Zanotowano wzrost zainteresowania najdroższymi ofertami, w tym wyprawami do interioru w specjalnych samochodach terenowych.
Wszelkie rekordy pobiły też zakupy, włączając w to przede wszystkim popularny wariant tax free. Bezcłowy obrót z udziałem turystów z zagranicy w grudniu wzrósł o... 400% w stosunku do grudnia 2007! Dzięki turystyce zakupowej pojęcie martwego sezonu zaczęło zatem zanikać.
Źródło: Ice News
Na zdjęciu: islandzki gejzer (fot. Andreas Tille, wikipedia.org)
|