5 kwietnia 2026 r. w Rønne, stolicy Bornholmu, odbyły się obchody upamiętniające 80. rocznicę zakończenia okupacji wyspy przez… Armię Czerwoną. To stosunkowo mało u nas znany epizod historii. Gdy pozostali Duńczycy od dawna cieszyli się wolnością, dla mieszkańców Bornholmu nadeszła ona dopiero wiosną 1946 r.
W ostatnich dniach wojny, 7 i 8 maja roku, sowieckie bomby spadły na dwa największe miasta Bornholmu – Rønne i Nexø, dokonując wielkich zniszczeń, co miało zmusić niemiecki garnizon do poddania się Armii Czerwonej, nie aliantom zachodnim. Zamiar został osiągnięty – 9 maja jej pierwsze oddziały wylądowały na wyspie, rozpoczynając 11-miesięczną okupację.
Mieszkańcy żyli w cieniu nowej władzy, zmagając się z odbudową zniszczeń oraz obecnością tysięcy żołnierzy Stalina, których stacjonowanie naznaczone było licznymi incydentami, w tym kradzieżami i gwałtami.
Wolność nadeszła dopiero po długich negocjacjach. Rosjanie postawili warunek: na wyspie nie mogły stacjonować obce wojska, a liczebność duńskich sił musiała pozostać ograniczona. 5 kwietnia 1946 roku ostatnie okręty z czerwonoarmistami na pokładach opuściły wyspę. Historię okupacji wyspy przez Sowietów przedstawiliśmy w artykułach autorstwa Marii Tuniszewskiej-Ringby na łamach naszego magazynu „Zew Północy”.
Obchody odzyskania wolności z mszą w kościele św. Mikołaja w Rønne na czele mieli uświetnić pełniąca obowiązki premiera Danii Mette Frederiksen i minister obrony Troels Lund Poulsen, jednak ostatecznie na Bornholm nie przybyli, zapewne w wyniku skomplikowanej sytuacji politycznej, jaka powstała w Danii po niedawnych wyborach.
Na zdjęciu: sowieccy żołnierze na Bornholmie (fot. V. Hansen, Berlingske Tidende / Nationalmuseet, Danmark)
|